Koszmar z ulicy...
Wydana książka "Koszmar z ulicy Wiązów" nie zyskała żadnej sympatii w Ameryce. Do czasu, kiedy na jej podstawie Wes Craven nie postanowił nakręcić przerażającego horroru o tym samym tytule. Jej fabuła jest bardzo baśniowa - pewien morderca dzieci z sąsiedztwa zostaje przyłapany na swoich zbrodniach. Zrozpaczeni rodzice mieszkający na ulicy Wiązów postanawiają wymierzyć sprawiedliwość na własną rękę i zabijają zwyrodnialca. Kilkadziesiąt lat później, kiedy na ulicy Wiązów mieszkają już potomkowie tamtych rodzin, Freedy - bo tak nazywa się ten morderca - odradza się w snach ich dzieci i rozpoczyna na nowo swoje mordercze żniwo. Zjawia się w snach dzieci, droczy się z nimi i zabija z uśmiechem na ustach. Rodzice nie bardzo chcą w to wierzyć, więc nie podejmują żadnych kroków. Freedy bierze na cel Nancy, zwyczajną dziewczynę, która jednak okazuje się sprytniejsza niż jego dotychczasowe ofiary - jest sprytna i zdesperowana bardziej niż inni. Męczy się i nie chce spać, bo wie, że we śnie to Freedy rządzi. Film jest bardzo przerażający - wie to każdy kto go oglądał. Potem powstały jeszcze inne części, których w sumie było aż siedem, ale żadna nie może równać się z tym produktem. Ostatnia część jest pastiszem tych wszystkich. Świetne kino, nawet lepsze od książki.